O wielkim sukcesie aparatu małoobrazkowego Leica na przełomie lat 20. i 30. XX wieku zadecydowało kilka czynników. Były to z pewnością poręczność sprzętu (niewielki rozmiar), wysoka precyzja wykonania, bardzo dobra i jasna optyka, prostota użytkowania, a wreszcie możliwość wykonania seryjnych zdjęć.

Dodatkowym składnikiem sukcesu była bezsprzecznie polityka producenta. W zakładach Leitza działał osobny dział do kontaktów z klientami. Z dużą uwagą czytano listy od użytkowników, starano się wyjść naprzeciw ich życzeniom i oczekiwaniom. I jest jeszcze jedna rzecz, która wtedy wchodziła do działań marketingowych. W dobie krótkich omówień nowych produktów na YouTube czy innych internetowych kanałach nie jest to rzecz jasna żadnym zaskoczeniem.

W realiach lat 20. XX była to praktyka nowa. Zakłady Leitza wysyłały swe nowe produkty do różnych osób, fotografów czy sprzedawców, by mogli poznać zalety kolejnego modelu, sprawdzić jego działanie i zachęcić osoby ze swego środowiska do kupienia. Sposobem pogłębiania związków z klientem była możliwość dokonywania przez posiadaczy wcześniejszych modeli aparatu ich modernizacji w zakładach Leitza.

Dzisiaj na różnych portalach aukcyjnych można spotkać tak przerobione modele Leiki od I do III.

Kampania reklamowa

Pojawienie się nowych wersji aparatu, ulepszonych i rozbudowanych, witano na rynku z dużym zainteresowaniem. Towarzyszyła temu ogromna kampania reklamowa. Używano w niej różnych środków, od prezentacji na międzynarodowych targach, przez rozbudowę sieci sprzedaży w kraju i zagranicą po druk plakatów, częstych anonsów w prasie, czy broszur informacyjnych i instrukcji obsługi. Niektóre z nich, jak np. „So urteilt man über Leitz „Leica” Kamera (Tak ocenia się aparat Leitza Leikę)” czy „Leica. Die Kamera der Zeit (Leika. Aparat na czasie)”, miały kilka wydań. Łącznie wydrukowano kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. Były dostępne w różnych językach, także po polsku (o początkach Leiki w Polsce szerzej w następnych odcinkach podcastu).

Broszury informacyjne, które nieraz liczyły kilkadziesiąt stron, miały za zadanie przekonać zawodowych fotografów i amatorów do nowego typu aparatu. Zamieszczano w nich podstawowe dane o dostępnych modelach, ich dodatkowym wyposażeniu, przyrządach do ciemni koniecznych do wywoływania zdjęć. Szczegółowo prezentowano ich możliwości. Ważną częścią były podstawowe porady fotograficzne oraz przykładowe zdjęcia. Broszura wydana po polsku w 1931 roku pt. „Kamera Leica wraz z wszystkiemi przyborami i sprzętem fotograficznym” składała się z 55 stron i dziesięciu rozdziałów (niestety, nie posiadam wersji niemieckiej, byłoby rzeczą ciekawą porównanie obu wersji).

Pierwszych pięć rozdziałów poświęcono różnym modelom aparatu, rozdział szósty dotyczył urządzeń pomocniczych (m.in. celownika kątowego, dodatkowych soczewek i filtrów), rozdział siódmy i ósmy prezentowały powiększalniki i sprzęt do reprodukcji. Rozdział dziewiąty informował o aparatach do projekcji zdjęć. Ważną częścią broszury były całostronicowe zdjęcia oraz oceny użytkowników (rozdział dziesiąty). Zdjęcia miały podkreślać zalety fotografii małoobrazkowej w myśl hasła „małe negatywy, duże zdjęcia”. Pokazywały różne motywy, jak krajobraz, architektura, portret i inne. Zamieszczono również opinie użytkowników z całego świata. Przytoczę trzy z nich, by zilustrować często podkreślane optyczne i mechaniczne zalety nowego aparatu fotograficznego (zachowałem oryginalną pisownię).

Muszę przyznać – pisał dr Gotschlich z Instytutu Pedagogicznego we Fryburgu w liście z 11 lutego 1929 roku – że kamera Leica świetnie działała zarówno pod równikiem, jak i na morzu. Nie zdarzyło się, żebym z powodu klimatu miał do pokonywania jakieś specjalne trudności za wyjątkiem zwyczajnej ostrożności w obchodzeniu się samą kamerą i to mimo, że kamera nie była w wykonaniu „tropikalnym”. Szczególnie podkreślam wielką użyteczność kamery tej w czasie podróży, z powodu stałej gotowości do zdjęć. (…)

Natomiast w liście z Budapesztu z sierpnia 1928 roku inżynier pracujący w dyrekcji kolei państwowych Koloman Michajlowits pisał:

Pozatem, jestem wprost olśniony pańskim małem cackiem w postaci kamery Leica. Jako inżynier mam ciągle sposobność do zdjęć różnych konstrukcji żelaznych – fotografja często więcej potrafi powiedzieć o postępie robót, niż najbardziej wyczerpująco napisany raport. Od kiedy posiadam kamerę Leica, nie uznaję innej, chociaż mam także jeszcze i inne aparaty – poszły wszystko na „emeryturę”.

Zaś dr Camillo Orlandi z Pawi w liście z czerwca 1928 roku oceniał:

Jest to rzeczywiście cudowny aparat, łączący optyczną i mechaniczną doskonałość z prostotą w użyciu, która daje zarówno początkującym amatorom, jak i doskonałym zawodowcom świetne wyniki pracy.

Wyzwania badawcze

Do spopularyzowania nowego aparatu w Niemczech przyczyniły się także pierwsze obszerne poradniki, które ukazały się na początku lat 30. XX wieku. Były one kierowane do zawodowych fotografów, ale także do ambitnych amatorów. Trzem autorom tych publikacji chcę poświęcić więcej uwagi. Należą oni do pionierów użytkowania Leiki. Byli to Curt Emmermann, dr Paul Wolff oraz prof. Stefan Kruckenhauser. Oczywiście, ten wybór nie wyczerpuje tematu. Jednak na przykładzie tych osób, chcę przybliżyć pierwszy etap dziejów aparatu, ale także trudności, przed jakimi staje dzisiaj badacz dziejów Leiki.

Ich biografie i bezsprzeczne zasługi dla rozwoju tej marki powinny uwzględniać zmienność epok historycznych w Niemczech w okresie, w którym przyszło im aktywnie działać, czyli od republiki weimarskiej do końca III Rzeszy i pierwszych lat po II wojnie światowej. W ostatnich latach można zaobserwować ciekawą tendencję w badaniach historycznych, zwłaszcza niemieckich (polskie właściwie nie istnieją). Z większym zainteresowaniem podchodzi się do tematyki fotografii w III Rzeszy.

Przykładowo w 2007 roku ukazała się w Niemczech krytyczna monografia poświęcona jednemu z filmowców i fotografów Adolfa Hitlera, Walterowi Frentzowi pt. „Das Auge des Dritten Reiches (Oko III Rzeszy)”. Natomiast w 2019 roku opublikowano katalog do wystawy poświęconej dr. Paulowi Wolffowi i jego wspólnikowi, Alfredowi Tritschlerowi, pt. „Dr. Paul Wolff&Tritschler. Licht und Schaten. Fotografien 1920-1950 (Dr Paul Wolff&Trischler. Światło i cień. Fotografie w latach 1920-1950)”. Stosunek Wolffa do nazizmu i oddziaływanie brunatnej ideologii na jego twórczość fotograficzną jest jednym z tematów publikacji.

Być może w przyszłości ukażą się inne monografię fotografów tworzących w III Rzeszy. Jest to, jak mi się wydaje, jeden z ważniejszych postulatów badawczych.

Curt Emmermann (1901-1945)

Curt Emermann, naukowiec, technik i praktyk, autor podręczników i wydawca, zainteresował się Leiką już w 1925 roku. Niestety, nie są znane bliższe dane z jego biografii (pozostaje to dezyderatem badawczym). Joachim Schliemann, wydawca reprintu publikowanego przez Emmermanna od 1931 roku czasopisma „Die Leica. Hefte für Kleinbildphotographie und -Projektion (Leica. Zeszyty fotografii małobrazwkowej i projekcji)” podał jednie jego daty życia. Emmermann urodził się w 1901 roku, wiadomo, że w 1945 roku przebywał w Berlinie. Jego dalszy los pozostaje nieznany, uważa się go za zaginionego. Czasopismo „Die Leica” przestało ukazywać się w grudniu 1942 roku, podobnie jak wiele innych pism, których dalszą publikację w warunkach wojny totalnej uznano za zbyteczną.

Przez 12 lat było głównym tytułem informującym czytelników o różnych aspektach związanych rozwojem Leiki. Na łamach pisma zamieszano artykuły o nowościach zakładów w Wetzlar, praktycznym stosowaniu Leiki i jej systemu, drukowano odpowiedzi na pytania czytelników. „Die Leica” była bogato ilustrowana. Pobieżne przekartkowanie pisma nie zdradza jakiś bliskich relacji z nowym reżymem narodowosocjalistycznym. Nie znalazłem zdjęć, które by ilustrowały nowy porządek. W przyszłości bliżej zajmę się tym periodykiem.

Początki swego zainteresowania Leiką Emmermann przybliżył w pierwszym numerze „Die Leica” z maja-czerwca 1931 roku w artykule pt. „Wie ich zu der Leica kam (Jak zainteresowałem się Leiką)”. Zakłady z Wetzlar zaproponowały mu w 1925 roku przetestowanie nowego aparatu fotograficznego. Emmermann zrobił z jego pomocą kilka filmów. W artykule pisał:

W rezultacie wałęsałem się w dzień i w nocy z Leiką w kieszeni. Niewiele by brakowało, żebym zabrał ją ze sobą do łóżka, jak dziecko na Boże Narodzenie. Moje pozostałe aparaty, cała bateria różnych kalibrów, stały niezauważone w szafie. Wszystko zostało sfotografowane przy użyciu Leiki.

Uznał, że obsługa aparatu jest intuicyjna, jednak początkującym użytkownikom przydałaby się jakaś pomoc. Zabrał się więc do dzieła. W 1930 roku ukazała się książka pt. „Photographieren mit der Leica (Fotografowanie Leiką)”, która bardzo szybko zniknęła z rynku (jeszcze w tym samym roku ukazało się 2 i 3 wydanie. W sumie wyszło siedem wydań!). Emmermann dedykował swoją publikację twórcy Leiki, Oskarowi Barnackowi.

Składała się z siedmiu rozdziałów. W pierwszym przedstawił aparat i jego optykę, w drugim materiały negatywowe. W trzecim przybliżył problemy związane z wykonywaniem zdjęć. W czwartym zajął się ich wywołaniem. Szczególnie zainteresowała go w tym rozdziale sprawa redukcji grubego ziarna, jednego z największych problemów technicznych dostępnych w tym okresie filmów negatywowych. W rozdziale piątym zajął się techniką powiększania, natomiast w szóstym szczególnym obszarom stosowania Leiki, jak zdjęcia panoramiczne, czy tworzenie odbitek (reprodukcja). W rozdziale siódmym, ostatnim, przedstawił formy prezentacji zdjęć. Wykaz literatury uzupełnia ten ciekawy poradnik.

Trzy lata później Curt Emmermann wydał nowy podręcznik pt. „Leica-Technik (Technika Leiki)”. Publikacja miała podobny układ. Właściwie była kontynuacją wcześniejszej. Autor przedstawił najnowszą ofertę zakładów w Wetzlar (tom jest zadedykowany dr. Ernstowi Leitzowi). Zamieścił 114 zdjęć oraz liczne tabele. W następnych latach publikacja Emmermanna była często wznawiana i aktualizowana.

Dr Paul Wolff (1887-1951)

W celu przekonania fotografów zawodowych i amatorów do nowego aparatu zakłady Leitza zleciły zorganizowanie w 1933 roku wystawy zdjęć pt. „Die Kamera. 100 Vergrößerungen im Format 40×60 cm (Kamera. 100 powiększeń w formacie 40×60 cm)”. Wystawa, którą pokazywano w Niemczech i zagranicą, m.in. w USA i Japonii, przyciągnęła tłumy zwiedzających i w znacznym stopniu przyczyniła się do popularyzacji fotografii małoobrazkowej.

Autorem zdjęć i jednocześnie kuratorem wystawy był dr Paul Wolff. Jego zdjęcia ukazały się w 1934 roku w tomie pod tytułem „Meine Erfahrungen mit der Leica (Moje doświadczenia z Leicą)”. W 1942 roku Wolff opublikował drugi tom pt. „Meine Erfahrungen… farbig (Moje doświadczenia… w kolorze)”.

Każda z tych książek spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Pierwsza z nich była tłumaczona na języki obce. Wolff urodził się w Mühlhausen (Alzacja) w 1887 r. Już jako dwunastolatek fotografował aparatem na płyty. Jednak nie został od razu fotografem. Studiował medycynę w Strasburgu, w 1914 roku został powołany do wojska jako lekarz. W 1919 roku musiał opuścić Strasburg, który po I wojnie światowej ponownie stał się francuski. Osiadł we Frankfurcie nad Menem. Z tym miastem będzie związany do końca życia (zmarł 1951 roku).

Zrezygnował z pracy lekarza, by wrócić do fotografii. Założył firmę fotograficzną. W 1926 roku otrzymał w nagrodę w Międzynarodowym Konkursie Fotograficznym zorganizowanym we Frankfurcie nad Menem pierwszą Leikę. Początkowo używał ją jako drugi aparat, nadal fotografował przede wszystkim aparatem na płyty w formacie 18X24 cm.

W następnych latach porzucił go jednak dla Leiki. W 1927 roku zatrudnił fotografa, Alfreda Trischlera, który wkrótce stał się współwłaścicielem firmy (Dr. Paul Wolff&Trischler). Wolff stale doskonalił technikę, stając się pożądanym fotografem. Swe zdjęcia zrobione Leiką sprzedawał do gazet ilustrowanych. Przełomem w karierze Wolffa była wystawa zdjęć z 1933 roku, a następnie publikacja „Moje doświadczenia…”. Szybko książka stała się podstawowym opracowaniem dla użytkowników aparatów Leica.

Co zdecydowało o jej sukcesie? Tak dużym powodzeniu? Publikacja składała się z dwóch części, tekstowej i zdjęciowej. W części pierwszej czytelnik mógł znaleźć krótkie informacje o historii fotografii małoobrazkowej oraz konkretne rady praktyczne w fotografowaniu różnym motywów. Ilustracją tej części praktycznej były zdjęcia. Każde z nich, dużego formatu, opatrzono komentarzem i krótkimi informacjami. Podano główne parametry zdjęcia, nazwę i ogniskową obiektywu, czas naświetlania i czułość filmu. Każdy z czytelników z publikacją Wolffa pod pachą mógł więc udać się w teren i wykonać własne zdjęcia zgodnie z jego poradami.

Wolff stał się znany. Wygłaszał odczyty w kraju i zagranicą. Stale fotografował. Znajdował jednak czas na kolejne publikacje, np. „Sonne über See und Sand” (Słońce nad morzem i piaskiem) „Skikamerad Toni” (Druh narciarski Toni).

Osobnym fragmentem działalności Wolffa i jego firmy były zdjęcia przedsiębiorstw, różnych zakładów pracy. Jedną z publikacji poświęcił pracy „Arbeit (Praca)”, inną zakładom Opla „Im Kraftfeld von Rüsselheim” (W polu działania Rüsselheim). Pod koniec II wojny światowej siedziba firmy fotograficznej Wolff&Trischler i jej archiwum we Frankfurcie n. Menem uległy zniszczeniu podczas bombardowania (krótko przedtem Wolff wywiózł swoje archiwum negatywów w bezpieczne miejsce, obecnie znajduje się ono w Dr. Paul Wolff & Tritschler – Historisches Bildarchiv w Offenburgu). W nekrologu wydawca czasopisma „Leica Fotografie” (1951, nr 3), Heinrich Stöckler pisał:

Kiedy patrzymy na te fotografie dzisiaj, możemy czasami stwierdzić, że są naszym zdaniem przestarzałe i nieaktualne. Ale w swoim czasie zdjęcia te były jak sensacja, jak uwolnienie fotografii od statyki i sztywności do dynamiki, do życia! Zaklęcie zostało złamane, a Leica utorowała drogę do światowego sukcesu. Wielu naśladowców podążyło za dr. Wolffem i zwiększyło, a nawet przewyższyło jego spuściznę. Najlepsze, co dr Wolff dał swoim uczniom, to nowy styl fotograficzny, archetyp, z drugiej strony, jego fotograficzne nauczanie było czasami kwestionowane. Rozważanie, czy Leica zawdzięcza swój światowy sukces doktorowi Wolffowi, czy też odwrotnie, jest jałowe i bezsensowne. W rzeczywistości można raczej mówić o szczęśliwym, kongenialnym dopełnieniu, gdzie jedna część promowała drugą, a więc korzyść była po obu stronach.

Ernst Leitz, z którym dr Wolff był zaprzyjaźniony, docenił już w 1936 roku jego zaangażowanie na rzecz firmy i Leiki. Fotograf otrzymał model aparatu z numerem 200000 (numery okrągłe były zarezerwowane dla nieprzeciętnych osób, podróżników, polityków, fotografów, których w ten sposób honorowano, a oni promowali markę).

Prof. Stefana Kruckenhauser (1904-1988)

Prof. Stefana Kruckenhausera, sportowca i fotografa, może jeszcze pamiętać wiele osób, także w Polsce. Ale co ciekawe, może być kojarzony bardziej ze sportem, niż fotografią. Na portalu aukcyjnym Allegro można kupić jego książkę wydaną przed laty po polsku pt. „Śmig. Tajniki zjazdu narciarskiego w Austrii”. Kruckenhauser był pionierem zjazdów na nartach i „ojcem” stylu zjazdowego „Wedeln (Śmig)”.

Urodził się w Monachium 1904 roku. W Wiedniu kształcił się na nauczyciela sportu. By zarobić na utrzymanie i studia w okresie kryzysu przełomu lat 20. i 30. XX wieku, produkował ze zdjęć kartki pocztowe i sprzedawał je. W 1934 roku został nauczycielem w Bundessportheim w Sankt Christoph. Po II wojnie światowej zajął się organizacją kształcenia przyszłych narciarzy sportowych. Zdjęcia gór, w których się specjalizował, powstały w latach 30. XX wieku.

W 1937 roku opublikował album zdjęć pt. „Du schöner Winter in Tirol (O piękna zimo w Tyrolu)”. Rok później ukazały się dwa kolejne albumy zdjęć, pierwszy pt. „Das Bergbild mit der Leica (Zdjęcia górskie z Leiką)” oraz drugi pt. „Verborgene Schönheit (Ukryte piękno)”.

Ostatnia publikacja odniosła ogromny sukces, w latach 1938-1964 ukazało się jej siedem wydań. Zdjęcia, zrobione z pomocą Leiki i teleobiektywu, składają się na romantyczną podróż po Austrii. Autor podzielił zdjęcia na rozdziały budownictwo i krajobraz, wieże i kopuły, dachy, bramy, podwórza i fasady, światło i cień we wnętrzu pomieszczeń, spojrzenie w górę, rzeźba i wyrażenie plastyki. Podobnie jak uczynił to wcześniej Paul Wolff, Kruckenhauser podał parametry zdjęć oraz zaopatrzył je w autorskie komentarze.

Szczególnie wartościowe były jego spostrzeżenia dotyczące fotografowania za pomocą teleobiektywów. Zdjęcia wykonał z dużą perfekcją, uwypuklając zalety fotografii małoobrazkowej. By wykazać zalety Leiki, Stefan Kruckenhauser umieścił w swoim wyborze pojedyncze zdjęcia zrobione za pomocą aparatu wielkoformatowego. Efekt był podobny, właściwie trudno było wskazać, jakiego aparatu użyto, ale Leiką zdjęcia wykonywało się o wiele wygodniej i sprawniej. I to decydowało o jej wyższości.

„Alles mit Leica! Alles für die Leica (Wszystko z Leiką! Wszystko dla Leiki)”. Te zdania padły na zakończenie artykułu Curta Emmermanna z 1931 roku. Emmermann, Wolff i Kruckenhauser, których bliżej przedstawiłem, opanowali stosowanie małego aparatu do perfekcji. Nie zatrzymali swych doświadczeń dla siebie, bakcylem Leiki, jej możliwościami i zaletami, starali się zarazić nowe pokolenia fotografów. I trzeba w tym miejscu powiedzieć, że z sukcesem.

O tym, że książki te są nadal poszukiwane, świadczą choćby aukcje internetowe. Osiągają na nich wysokie sumy. Fotografia spod znaku Leiki, mimo upływu lat, nie zestarzała się, a rady spisane dla użytkowników tego aparatu ponad 80 lat temu nadal traktowane są jako aktualne.

Podcast #wielkahistoriamalegoaparatu jest dostępny:
close

NEWSLETTER

Jeśli chce Pani/Pan być na bieżąco informowana/y o najnowszych odcinkach podcastu, proszę o zapisanie się na bezpłatny newsletter i dołączenie do innych subskrybentów.
Zapisując się na newsletter, akceptuje Pani/Pan zasady opisane w Polityce prywatności.

Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.