Od skonstruowania aparatu nazwanego Ur-Leica do wprowadzenia jego poprawionej wersji do seryjnej produkcji w 1925 roku minęło ponad dziesięć lat. Czym wytłumaczyć tą zwłokę?

10 lat zwłoki?

Odpowiedź na pierwszy rzut oka może się wydać oczywista. To wydarzenia polityczne: I wojna światowa i jej skutki, a przede wszystkim kryzys gospodarczy i hiperinflacja. Ale to nie wszystko. W wyniku I wojny światowej zakłady Leitza straciły tradycyjne światowe rynki zbytu dla swych podstawowych produktów. Powrót do wcześniejszego trybu funkcjonowania był ogromnie utrudniony. Zakłady Leitza stanęły nawet przed widmem znacznego ograniczenia produkcji i masowego zwalniania załogi. Byłoby to i z tego powodu porażką, że od początku istnienia firma z Wetzlar prowadziła prosocjalną politykę, dbała o swych pracowników, ceniła ich przywiązanie do przedsiębiorstwa.

Redukcja zatrudnienia byłaby przekreśleniem dotychczasowej filozofii działania.

W takiej sytuacji powrót do przerwanego przez wojnę – na pozór ekstrawaganckiego – pomysłu produkcji aparatu małoobrazkowego konstrukcji Oskara Barnacka wydawał się oczywiście znacznym ryzykiem, ale warto go było podjąć, by zawalczyć o przyszłość przedsiębiorstwa i ludzi w nim zatrudnionych. Tylko ryzykowne rzucenie się na głęboką i nieznaną wodę mogło przynieść ratunek.

Krótko przed wybuchem I wojny światowej Ernst Leitz Junior, syn właściciela firmy, przebywał służbowo w USA i robił zdjęcia za pomocą jednego z dwóch prototypów aparatu skonstruowanego przez Oskara Barnacka. W czasie krótkiego pobytu, przekonał się o niezwykłych możliwościach małego aparatu i po powrocie – jak można znaleźć w literaturze – miał stwierdzić, że projektu tego nie należy tracić z pola widzenia.

I wojna i jej skutki

I wojna przerwała jednak dalsze prace nad aparatem. Zakłady Leitza musiały zmienić – jak wiele zakładów w tym czasie – profil produkcji. Wielu pracowników powołano do wojska. Tylko część ze stałych pracowników pozostała na swych stanowiskach. Mężczyzn często zastępowały kobiety i jeńcy wojenni. W związku z coraz większym brakiem rąk do pracy zaczęto zmieniać prawo o zatrudnianiu kobiet i młodzieży. W 1917 roku wprowadzono nowe przepisy regulujące kwestie ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pracy w stosunku do tych grup osób. Firmy otrzymały specjalne zezwolenia na wprowadzenie wydłużenia czasu pracy i pracy zmianowej.

Na cele wojenne stworzono w zakładach Leitza nowe działy produkcji instrumentów optycznych. Oprócz teleskopów produkowano peryskopy wojskowe, przydatne w okopach, kątomierze artyleryjskie, lunety do karabinów maszynowych i kamery do samolotów.

Oskar Barnack, który prawdopodobnie ze względów zdrowotnych (kłopoty z astmą) nie został powołany do wojska, przestał pracować nad udoskonaleniem aparatu, w to miejsce konstruował różne instrumenty optyczne na potrzeby armii. Zachowały się zdjęcia, na których prezentuje swe wynalazki. Nie porzucił jednak fotografowania. Z pomocą prototypu Leiki wykonywał kolejne zdjęcia. Jedno z pierwszych z tej serii zrobił w czasie spaceru w Wetzlar w sierpniu 1914 r. Pokazuje ono żołnierza Reichswehry w charakterystycznej pikielhaubie, przybijającego na słupie odezwę cesarza Wilhelma II wzywającą do totalnej mobilizacji.

Przez wiele lat pracowałem z tym pierwszym modelem i nadal posiadam wiele zdjęć z tego okresu – pisał Oskar Barnack w artykule pt. „Wie die Leica entstand” (Jak powstała Leica) z 1931 r. Jednak dalszy rozwój aparatu został tymczasowo zatrzymany przez wybuch wojny. Do zrobienia były ważniejsze rzeczy. Jednak dzięki licznym zdjęciom wykonanym w latach wojny zdobyłem bardzo pouczające doświadczenia, dzięki którym, gdy później dyskutowano o kwestii produkcji, udało mi się wprowadzić do niej model w dość krótkim czasie.

I wojna światowa miała jeszcze inny wpływ na zakłady Leitza. Jako światowy producent precyzyjnych narzędzi optycznych, były one uzależnione w dużej mierze od eksportu. Firma przez dziesięciolecia budowała swoją markę w USA, Wielkiej Brytanii i jej koloniach oraz – czego nie należy zapominać – także w Rosji. Teraz rynki te w większości odpadły. Dodatkowym utrudnieniem były wysokie cła na produkty optyczne z Niemiec, które nałożyła Wielka Brytania celem ochrony rodzimego przemysłu.

Kryzys w Niemczech

W pierwszych latach po zakończeniu wojny nie było warunków, ale także atmosfery w Niemczech do podejmowania śmiałych wyzwań. Kraj był pogrążony w chaosie politycznym, kryzys gospodarczy stawał się coraz ostrzejszy. Wybuchały głodowe zamieszki. Decyzje mocarstw w sprawie Niemiec, które podjęto w Wersalu w 1919 roku, były powszechnie odrzucane nad Renem i Łabą. Na początku lat 20. XX wieku pojawiła się hiperinflacja, bezrobocie urosło do ogromnych rozmiarów. Do protestów społecznych dochodziło w całym kraju.

Wielkie problemy miały różne gałęzie przemysłu. Dalszy byt wielu zakładów produkcyjnych był poważnie zagrożony. Dotyczyło to również zakładów optycznych, przedsiębiorstwo Leitza nie było wyjątkiem. Uniwersytety, szpitale w Rzeszy nie miały pieniędzy na zakup mikroskopów do badań, czy na potrzeby dydaktyki. W wyniku reformy walutowej z 15 listopada 1923 roku utracono ostatnie zapasy gotówki. Zakładom groziło znaczne ograniczenie produkcji, a w jej konsekwencji zwolnienia.

”Podjąłem decyzję, zaryzykujemy”

W tej trudnej sytuacji Ernst Leitz Junior zdecydował się na ryzykowny krok, którego skutków nie był w stanie przewidzieć. W 1951 roku z okazji swych 80 urodzin udzielił wywiadu rozgłośni radiowej Hessischer Rundfunk. Swą decyzję sprzed lat tak opisywał:

Na temat Leiki. Pan Barnack, ówczesny mistrz, bardzo inteligentny człowiek, budował aparat przez kilka lat, mały, coraz lepszy, widziałem go, zabrałem ten aparat ze sobą do Ameryki, przed wojną, by zobaczyć, co można nim zdziałać. Pewnego dnia musieliśmy zdecydować, czy powinniśmy produkować ten aparat. W tym celu poprosiłem o spotkanie wszystkich spośród nas, którzy wiedzieli coś o fotografii, same autorytety. Przeważnie byli przeciwni, nie byli za podjęciem produkcji. W grę wchodziło wiele okoliczności; (posiedzenie) trwało trzy i pół godziny, była godzina dwunasta. Nie doszliśmy do żadnego rezultatu, do żadnego porozumienia. Kilka osób mnie poparło, a ja powiedziałem: „Cóż, jest już wpół do pierwszej. Na tym zakończymy, podjąłem decyzję, zaryzykujemy”.

Ryzykowna decyzja podjęta przez Ernsta Leitza nie do końca była wszakże rzuceniem się na głęboką wodę bez świadomości możliwych konsekwencji i bez wstępnego przygotowania.

Stworzenie systemu

Po zakończeniu I wojny światowej Ernst Leiz Junior pozwolił Oskarowi Barnackowi na kontynuowanie pracy nad aparatem małoobrazkowym, stałe ulepszanie go. Warunkiem powodzenia projektu było wszakże stworzenie nowego obiektywu. Po powrocie z wojny optyk, Max Berek podjął się tego zadania. Z Oskarem Barnackiem łączyła go wieloletnia przyjaźń. Obaj często z dużą pasją grali w szachy. Pierwszym obiektywem wykonanym specjalnie na potrzeby nowego aparatu przez Maxa Berka był Elmax 50mm f:3,5, który został krótko potem zastąpiony przez Elmara 50mm f:3,5. Przez wiele lat ten ostatni pozostawał obiektywem standardowym (był tańczy w seryjnej produkcji).

W 1923 roku wykonano jeden z pierwszych dodatkowych instrumentów do nowego aparatu, odległościomierz (FODIS). Jego działanie było bardzo proste. W małym okienku odległościomierza należało tak długo przesuwać umocowaną przy nim tarczą z podziałką (w metrach lub stopach) aż podwójny obraz namierzanego przez nas przedmiotu pokrył się (zasada koincydencji / zbieżności). Potem wystarczyło odczytać pomiar na tarczy i nanieść odpowiednie wartości na obiektyw.

W tym miejscu warto zauważyć, że w zakładach Leitza myślano nie tylko o produkcji aparatu, lecz stworzeniu całego systemu. To miało różnić ofertę Leitza od innych firm fotograficznych. Z nowym produktem miały być połączone urządzenia do wywoływania zdjęć, ich projekcji. Poza tym w ofercie były filtry, dalmierze i inne przydatne akcesoria. Zainteresowana osoba, nieważne czy zawodowy fotograf, czy amator, od początku miała możliwość zakupu kompletu urządzeń.

System ten, który od razu stał się cechą wyróżniającą nowy produkt, będzie udoskonalany w następnych latach. Nie należy się więc dziwić, że przyszłe katalogi Leitza zawierały informacje o aparacie, jak i dodatkowych urządzeniach (do tej sprawy wrócę w następnych odsłonach historii Leiki). Katalog taki liczył nieraz kilkadziesiąt stron.

Seria 0

Powstały prototypy aparatu z numerem 0 (tzw. seria zero). Postanowiono przesłać je następnie różnym fotografom, sprzedawcom, by wysondować ich zainteresowanie i zebrać opinie. Trzeba mieć na uwadze, że firmę Leitza kojarzono przede wszystkim z precyzyjnymi urządzeniami optycznymi. Produkcja aparatów, nawet bardzo zaawansowanych, była nową propozycją firmy z Wetzlar.

W sumie w latach 1923-24 wyprodukowano do 30 egzemplarzy tej nowinki technicznej, prawdopodobnie do dzisiaj zachowało się kilkanaście z nich. Pierwsze dwadzieścia budową nie różniły się zbytnio od Ur-Leiki. Kolejne były już zbliżone do wprowadzonego po kilku latach do seryjnej produkcji modelu Leica I A.

Tak opisano funkcjonowanie aparatu i jego system w broszurze wydanej przez zakłady Leitza po polsku w 1931 r. (zachowałem oryginalne brzmienie tekstu):

Wszystkie (…) zalety obiektywu (Anastygmat Elmax, potem Elmar – przyp. Krzysztof Ruchniewicz) nabierają dopiero właściwego znaczenia w połączeniu z zatrzaskiem, z zasłoniętą – w czasie napinania – szczeliną migawki. Migawka zatrzasku pozwala na dokonywanie zdjęć czasowych oraz migawkowych w granicach od 1/20 do 1/500 sek. Krótka odległość ogniskowej umożliwiła zastąpienie – zwykle mało trwałego – mieszka przez, chowaną do wnętrza kamery, nasadkę rurową. Nasadka ta jest równocześnie oprawą obiektywu, działającą – dzięki ryglowi zespołowemu – sprawniej i pewniej od zwykłego mieszka. Pozatem urzeczywistnia zatrzask jeszcze jedno ulepszenie, polegające na sprzęgnięciu mechanizmu migawki z przyrządem do przesuwania naświetlonej wstęgi filmowej. Przesuwanie wstęgi filmowej odbywa się przez pokręcenie gałki i jest ograniczone dla każdego pola obrazu na wstędze przez dobrze wyczuwalny opór. Przez takie urządzenie pozbyliśmy się konieczności śledzenia przesuwanej błony przez okienko kontrolne, a zarazem i obawy dokonania dwóch zdjęć na jednem polu obrazu. Co więcej, przesuwając w czasie napinania migawki nowe pole obrazu przed obiektyw, posiadamy kamerę w stałem pogotowiu do zdjęć i nie tracimy bezpowrotnie, jak to bywa przy innych aparatach, żadnego motywu, żadnej ciekawej sceny.

Zachowane do dzisiaj egzemplarze serii 0 w większości znajdują się w rękach prywatnych kolekcjonerów. Na rynku osiągają bajońskie sumy. Przykładowo na aukcji w Wiedniu w 2018 r. sprzedano egzemplarz 0 (nr seryjny 122) za 2,4 mln euro. Według Paula-Henry’ego van Hasbroecka, autora obszernej publikacji poświęconej historii Leiki, wśród posiadaczy jednego z tych rarytasów, prawdziwych białych kruków w fotografii, jest prywatny kolekcjoner z Warszawy.

Robienie zdjęć prototypem Leiki

Czy można takim aparatem zrobić jeszcze zdjęcia? Jak wypada porównanie aparatu sprzed lat z obecnymi propozycjami firmy? Jak sprawdzają się współczesne filmy włożone do prototypu Leiki?

Przekonał się o tym Hans-Günter Kisselbach, lekarz z Wetzlar, syn Theo Kisselbacha, długoletniego szefa działu promocji i szkoleń aparatów Leica, autora licznych poradników fotograficznych. Hans-Günter jest autorem bogato ilustrowanej książki pt. „Barnacks erste Leica. Das zweite Leben einer vergessenen historischen Kamera” (Pierwsza Leica Barnacka. Drugie życie zapomnianego historycznego aparatu). W zbiorach ojca znalazł on jeden z prototypów Leiki z serii 0. Postanowił zrobić nim kilka zdjęć z użyciem współczesnego filmu.

Pierwsze próby były rozczarowujące. Wszystko różniło ten dawny aparat od współczesnych. Odległość i ostrość trzeba było ustawić ręcznie. Pierwsze problemy zaczęły się od odpowiedniego włożenia filmu… Potem pojawiły się kolejne. Z biegiem czasu Kisselbach uporał się z nimi i po wielu próbach i szeregu błędów udało mu się w końcu wykonać poprawne zdjęcia. Posługiwanie się prototypem Leiki zaczęło go coraz bardziej wciągać. Tak powstał projekt, który trwał cztery lata.

Projekt

Każdą wolną chwilę Kisselbach poświęcał na fotografowanie. Zmieniał czułość filmów. Dzielił się także swymi wrażeniami. Powstały krótkie zdjęciowe fotoreportaże, portrety, zdjęcia plenerowe, uliczne czy z ujęcia wnętrz. Ujawniła się wszechstronność aparatu. To właśnie zastosowanie filmów o dużej czułości sprawiło, że fotografowanie w każdej niemalże sytuacji stało się możliwe. Tylko robienie przezroczy z użyciem zabytkowego aparatu nie sprawdziło się (zbyt gruby film).

Teraz jesteśmy w erze fotografii cyfrowej – pisał w podsumowaniu wieloletniego projektu, Kisselbach, – ale nawet z tą nową technologią wciąż „uczymy się widzieć”. Udało mi się zrobić czyste zdjęcia przy użyciu prototypu aparatu Barnacka, co sprawiło mi ogromną przyjemność: wiele się nauczyłem. To było jak jazda zabytkowym samochodem; koncentrujesz się na tym, co najważniejsze.

Leitz dość szybko przekonał się, że jego decyzja, choć ryzykowna, była strzałem w dziesiątkę i wpłynęła na rewolucję w fotografii. Przedstawienie pierwszego, masowego aparatu małoobrazkowego Leica I A w czasie wiosennych targów w Lipsku w 1925 roku zapoczątkowało proces zmian, którego nie dało się już powstrzymać. Fotografia miała trafić pod przysłowiowe strzechy. W drugiej połowie lat 20. XX wieku zmieniał się powoli klimat polityczno-gospodarczy w Niemczech. Wkraczały one w tzw. złote lata dwudzieste. Widocznym przejawem był rozkwit niemieckiej sztuki, kultury i nauki. Pojawienie się nowego kieszonkowego aparatu małoobrazkowego wpisywało się bardzo dobrze w nową atmosferę drugiej połowy lat 20. XX wieku i stanowiło zapowiedź rewolucji w sztukach wizualnych.

Podcast #wielkahistoriamalegoaparatu jest dostępny:
close

NEWSLETTER

Jeśli chce Pani/Pan być na bieżąco informowana/y o najnowszych odcinkach podcastu, proszę o zapisanie się na bezpłatny newsletter i dołączenie do innych subskrybentów.
Zapisując się na newsletter, akceptuje Pani/Pan zasady opisane w Polityce prywatności.

Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.