Podcast Krzysztofa Ruchniewicza

„Ponętna istota płci żeńskiej”

Pod koniec 1938 roku redakcja „Leiki w Polsce” rozpoczęła wydawanie cyklu, jak pisano, „’fotograficznych’ autobiografii najwybitniejszych artystów i techników fotografujących aparatem ‚Leica’”. Było to wydarzenie bez precedensu, zmierzające ku podsumowaniu potencjału polskiej fotografii. Wybuch II wojny światowej przerwał jednak publikowanie cyklu. Ukazały się zaledwie trzy „autobiografie”. Zawierają bardzo ciekawe uwagi o używaniu „Leiki” w Polsce na co dzień. Ponieważ brak jest innych materiałów tego typu z okresu przed wybuchem II wojny światowej, warto poświęcić tym szkicom nieco więcej uwagi. Autorami byli (w kolejności ukazywania się): Antoni Wieczorek, Tadeusz Cyprian i Zofia Chomętowska. II wojnę światową przeżyło dwoje z nich. Antoni Wieczorek zmarł w 1942 roku. Zofia Chomętowska wróciła po wojnie na krótko do fotografii, potem (po)rzuciła ją. Jednak do końca życia nie rozstawała się z Leicą. Tadeusz Cyprian po 1945 roku kontynuował karierę prawnika i nauczyciela akademickiego. Był członkiem polskiego delegacji na procesie zbrodniarzy w Norymberdze i prokuratorem w Najwyższym Sądzie Narodowym. Jednocześnie pisał podręczniki z fotografii, dalej sam fotografował. Obie postacie zostały w ostatnim czasie na nowo odkryte. Zofia Chomętowska doczekała się pośmiertnego uznania, trwają prace nad biografią fotograficzną Tadeusza Cypriana.

”Do zakochania jeden krok…”

Dzisiaj trudno odpowiedzieć, do ilu osób redakcja „Leiki w Polsce” wysłała zaproszenie, by podzieliły się na jej łamach swymi wspomnieniami i refleksjami. Informacji tej nie zdradza redakcja w pierwszym odcinku, także pozostałe nie są opatrzone takimi informacjami. Nie wiemy też, czy posłużono się jakimś wspólnym dla wszystkich katalogiem pytań. Nie zachowało się także archiwum redakcji.

Skazani jesteśmy zatem na snucie jedynie domysłów. Lektura tych trzech szkiców przekonuje, że wybór akurat tych osobowości niejako na pierwszy ogień był trafny. Każda z nich miała już na swoim koncie duże sukcesy w kraju i zagranicą. Były to też osoby znane i cenione w środowisku fotograficznym. Często pisywały do różnych pism fachowych. Z ich opiniami liczyło się otoczenie. Wieczorek i Cyprian byli autorami podręczników fotograficznych.

Artykuły dla „Leiki w Polsce” pisano z humorem i dystansem wobec własnych dokonań. Można w nich było wyczytać różne stany emocji, niekoniecznie związane z terminologią fotograficzną. Mowa jest w nich o czysto ludzkich uczuciach, jak zachwyt, miłość od pierwszego wejrzenia, porzucenie, powrót, czy miłość do grobowej deski.

Urodziłem się… – pisał Antoni Wieczorek. Oczywiście, że musiałem się wpierw urodzić, aby następnie w kołach fotoamatorskich być ‚znanym i cenionym, itd., ku radości przyjaciół i na złość wrogom. W parowierszowym życiorysie wypowiem to, czego nie posiadam. Więc nie jestem doktorem medycyny i nie mam długiej, siwej brody, którą bawiłaby się moja wnuczka. Z odznaczeń nie posiadam ani jednego złotego medalu i ani jednego Krzyża Zasługi. Moja żona nie posiada folwarku pod Zakopanym z tego prostego powodu, że nie jestem żonaty. Nie należę rownież do żadnego stowarzyszenia metapsychicznego, ani nie wydaję książek, nie mających związku z fotografią, którą mógłbym tu ku większej chwale wymienić. Nie posiadam zasług, które bym sam sobie przypisywał, a jeżeli czynią to czasem inni, to już ich rzecz. W ogóle wiele jest jeszcze rzeczy, których nie posiadam. Ale posiadam ‚Leicę’ (…).

Leica od samego początku fascynowała, nie można było przejść obok niej jak obok kolejnej czysto technicznej propozycji. Zofia Chomętowska tak opisywała swe pierwsze wprawki fotograficzne:

Z chwilą nabycia Leiki (1927 r. – przyp. KR) zrozumiałam od razu, że stanie się ona moją nieodłączną towarzyszką. Fotografowałam już wówczas bardzo dużo i od dawna, bo od wczesnego dzieciństwa (miałam 6 lat, kiedy dostałam na gwiazdkę pierwszy aparat). Męczyły mnie jednak duże rozmiary wszystkich aparatów, mała ilość negatywów oraz manipulacja całym tym niewygodnym sprzętem. Co prawda byłam najprzeciętniejszym pstrokaczem i nigdy żadnych artystycznych ambicji w tym kierunku nie miałam. Ze wstydem nawet przyznać muszę, że mi nawet na myśl nie przychodziło, iż w fotografii znaleźć można sposób plastycznego wypowiadania się. – Była to po prostu zabawka, która ułatwiała mi gromadzenie pamiątek w postaci stosu albumów. Jeśli udało mi się zdobyć w dziedzinie fotografii pewną popularność, zawdzięczam to jedynie Leice (…).

Miłość zna różne drogi

Najwcześniej z Leiką miał do czynienia Tadeusz Cyprian. Pierwszy aparat kupił rok po lipskiej premierze w 1926 r. W 1927 roku Leikę kupiła Zofia Chomętowska. W latach 30. XX wieku doszła kolejna Leika (na jednym korpusie fotografka miała założony film czarno-biały, na drugim kolorowy). Najpóźniej Leiką zainteresował się Antoni Wieczorek. Tadeusz Cyprian, prawnik i nauczyciel akademicki, w przypadku Leiki porzucał obiegowe i stereotypowe wyobrażenia o swym fachu. Jego tekst jest jednym wyznaniem miłości.

Otóż romans ten zaczął się już dawno – pisał, gdy Leica jeszcze była bardzo, bardzo mała, bo liczyła sobie może rok życia. Było to w roku 1926, gdy z pewną irytacją oglądałem w każdym zeszycie szwajcarskiej Camery reklamy, pokazujące, jak głupim jest człowiek, taszczący na szczyty alpejskie ogromną kamerę z niemniej poważnym statywem. Tym głupim miałem być między innymi także i ja, bo łaziłem właśnie wtedy zajadle po Tatrach z lustrzanką 9/12 i całą kolekcją drewnianych podwójnych kaset, a ekwipunek ważył tyle, ile szacowna oryginalna kamera starego Louis Mande Daguerr’a. Tak więc raz skorzystałem z uprzejmości najbardziej w Polsce bodaj uczynnego w tym względzie człowieka, jakim jest p. Kazimierz Greger (mieszkałem wówczas w Poznaniu) i pożyczyłem sobie od niego Leicę na jakąś małą wycieczkę.

Nie był to jednak romans bez przejść. Po pewnym czasie Cyprian porzucił Leikę i wrócił do lustrzanki. Jednak w jego przypadku przysłowie, „stara miłość nie rdzewieje” znalazło pełne potwierdzenie. Cyprian pisał:

(….) Wynik ten tak mnie zachęcił, że kupiłem sobie Leicę (….). Potem jednak sprzeniewierzyłem się tej wiośnianej miłości (bywa tak w życiu) i muszę ze wstydem przyznać, że … Leicę sprzedałem (…). Wróciłem do lustrzanki (….). (….) ale postęp w konstrukcji Leiki, gwałtowna poprawa jakości błon kinowych, wymienne obiektywy, wszystko to nie dawało mi spokoju. No i wreszcie skończyło się na powrocie do porzuconej Leiki (…), która tymczasem z chudego i nieco nie równo wyrośniętego podlotka zmieniła się w ponętną istotę płci żeńskiej, będącą w pełni rozwoju. I tak już zostało.

Swą „miłością od pierwszego wejrzenia” nazwała Leikę z pełnym przekonaniem Zofia Chomętowska. Pisała:

Na pytanie, od kiedy fotografuję Leicą, jest mi odpowiedzieć bardzo łatwo, gdyż pamiętam bardzo dobrze ten moment, gdy po raz pierwszy ujrzałam ją w oknie sklepowym u B-ci Pęcherskich. Zafascynowała mnie, była to „miłość od pierwszego wejrzenia”, weszła do sklepu … Leica stała się moją własnością. Od tego momentu pozostałam jej wierna po dzień dzisiejszy. A było to w „zamierzchłych czasach” – jesieni 1927 r..

Antoni Wieczorek użył innej przenośni, by podzielić się swymi początkami. Odmalował przed oczami czytelników, bliską zapewne wielu z nich, „procedurę” łowienia ryb.

Będzie już niedługo pięć lat, jak firma Leitz zapuściła w moim kierunku wędkę, na której haczyku umocowana była Leica ‚na wabia’. No i ja, nie połknąłem wprawdzie haczyka, lecz w zębach została mi Leica.

Miłość staje się faktem

Wspólne dla tych trzech artykułów z „Leica w Polsce” jest podkreślenie ogromnego ułatwienia w fotografii, które przyniósł niemiecki aparat z Wetzlar. Leica była poręczna, lekka, można nią było fotografować w różnych warunkach oświetleniowych, w różnych miejscach. Do spopularyzowania fotografii małoobrazkowej przyczynił się także rozwój błon fotograficznych, które przed fotografem nie stawiały już większych barier. Ceniono więc precyzję wykonania, wysokie efekty.

(…) Leicę uważam za tak wielkie uproszczenie pracy człowieka z natury ruchliwego – pisał Antoni Wieczorek, że – przy dzisiejszym stanie doskonałości technicznej tego systemu – odwrót od niej do starej metody nie jest możliwy”.

Następnie dodawał:

(…) Od tego czasu towarzyszy mi ona (Leica – przyp. KR) stale w podróżach i wycieczkach, a doprawdy nie spostrzegłem się nawet, kiedy połknąłem hak idei fotografii małoobrazkowej i kiedy się do tej metody i tego systemu przywiązałem.

Także Tadeusz Cyprian nie szczędził zachwytu i pisał:

Redakcja ‚Leici w Polsce’ jest ciekawa. Tak ciekawa, że zaczyna się interesować rzeczami nad wyraz intymnymi, do jakich bezsprzecznie należy stosunek młodego (?) człowieka do istoty płci żeńskiej, jaką jest Leica, której płeć określa nie tylko końcówka nazwy, lecz także zgrabność postaci, długi języczek filmu (przepraszam cały żeński zespół fotograficzny), szybkość, z jaką łyka wrażenia zewnętrzne i łatwa zmiana wyglądu zależnie od wkładania co chwila nowego kape… pardon, chciałem powiedzieć obiektywu… (…).

Uniwersalność Leiki powodowała, że wykorzystano ją do realizacji różnych typów fotografii, od krajobrazu, zdjęć wnętrz, portretów do zdjęć nocnych. Poszerzało to zakres prac, jak i skale doznań fotografów.

(…) Lubię rzeczy pełne słońca – pisał Tadeusz Cyprian, nie mam zupełnie zrozumienia dla subtelnych, zwiewnych, melancholijnych nastrojów o szarawej tonacji i nieznacznych przejściach w półtonach. Motywem dla mnie jest architektura, wąskie i ciasne uliczki starego miasta, pogrążone w mrocznym cieniu wilgotnych zimnych kamieni, wśród których nagle wystrzela gorący płomień słońca, jak złota strzała przeszywający mrok i padający jaskrawą, drgająca w snopie powietrza plamą na ciemny kamień, kocham grę słońca, żywą, jaskrawą, brutalną w kontekście, bez słońca nie znam fotografowania. Bryła kamienna, nagie skały tatrzańskich szczytów, czarno-biały krajobraz wysokogórskiej zimy, gdzie śnieg oślepia, słońce pali, a niebo jest aż czarne w swym aksamicie błękitu, oto moje motywy. (…) Lubię fotografię migową w nocy, gdy wielkie miasto płonie od neonów, a bruk i asfalt lśni wilgocią i odbija różnokolorowe blaski, lubię chwytać kamerą sceny z teatru, siedząc spokojnie na widowni, słowem używam kamery na codzień więcej w nocy, niż w dzień, wypełniony pracą zawodową.

Odwzajemniona miłość

Każdy z autorów tekstów podkreślał niezawodność Leiki. Choć na początku konieczne było całkowite przestawienie się z dotychczasowych metod i technik fotografowania, to nowe podejście opłacało się. Aparat sprawdzał się w różnych warunkach.

Wszelkie bezcelowe eksperymentatorstwo – pisał Antoni Wieczorek, którego tak pełno w fotografii miniaturowej, nie prowadzi w praktyce do niczego, a nauce nie przyczynia zdobyczy. Dlatego też, pracując głównie w krajobrazie i na wolnym powietrzu, używam najczęściej przesłony 1:6,3 i naświetlenia 1/60 sec., nie posługując się żadnymi światłomierzami. W ogóle staram się w określonych warunkach atmosferycznych naświetlić całe taśmy możliwie jednakowo, aby, wywołując następnie na czas, mieć jednakie krycie i jednakie kontrasty na całej taśmie. Jest z tego ogromna korzyść, gdyż wystarczy ustalić czas naświetlania dla danego papieru i stopnia powiększenia, aby to miało ważność dla wszystkich obrazków danej serii, wzgl. taśmy.

Zofia Chomętowska, odnosząc się do fotografowania w plenerach, dodawała:

Ostatnio pracuję też dużo w fotografii krajoznawczo-prasowej, nie wyobrażam sobie, abym w warunkach w jakich niekiedy zdarza mi się pracować, mogła dźwigać kamerę o rozmiarze 13/18, statyw o odpowiedniej wadze, płyty i obiektywy wymienne. Poręczność i obrotność Leiki jest niezastąpiona. Fotografując z góry, z dołu, z ukosa znajduję się często w pozycji niewygodnej a nawet niebezpiecznej. Utrata równowagi nie grozi mi, gdyż mały wymiar samego aparatu i obiektywów wymiennych nie wymaga skomplikowanych zabiegów przygotowawczych.

Pojawienie się coraz większej i lepszej jakościowo oferty filmów fotograficznych w drugiej połowie lat 30. XX wieku w sposób znaczący przyczyniło się do porzucania przez fotografów zawodowych czy zaawansowanych fotoamatorów dotychczas stosowanych przez nich technik. Coraz więcej osób przekonywało się o ogromnych zaletach fotografii małoobrazkowej.

Podcast #wielkahistoriamalegoaparatu jest dostępny:
close

NEWSLETTER

Jeśli chce Pani/Pan być na bieżąco informowana/y o najnowszych odcinkach podcastu, proszę o zapisanie się na bezpłatny newsletter i dołączenie do innych subskrybentów.
Zapisując się na newsletter, akceptuje Pani/Pan zasady opisane w Polityce prywatności.

Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.
« »

© 2021 WIELKA HISTORIA MAŁEGO APARATU

Impressum Polityka prywatności

Theme by Anders Norén